A miało być tak pięknie #1: Anna Kurnikowa

Zaczynamy kolejny cykl. W „A miało być tak pięknie” przedstawimy wam sportowców, którzy swego czasu byli postrzegani jako ogromne talenty. Niestety nie wszystko potoczyło się po ich myśli. 

Na początek piękna Rosjanka, która na przełomie wieków zaczęła rządzić w kobiecym tenisie. Mowa oczywiście o Annie Kurnikowej. Urodzona w Rosji swoją przygodę z rakietą rozpoczęła w wieku pięciu lat. Kilka lat później jej kariera zaczęła się robić poważna. Mając kilkanaście lat wyjechała do USA, gdzie dostała się do Akademii Tenisowej słynnego Nicka Bolletieriego, który wychował wielu mistrzów takich jak Andre Agassi , Boris Becker, Martina Hingis, Maria Szarapowa, czy siostry Williams. Kolejną miała być właśnie Kurnikowa.

W 1994 rozpoczęła prawdziwą karierę juniorską. Brała udział w młodzieżowych edycjach Wimbledonu, czy US Open. Jej największym sukcesem było zagranie w finale amerykańskiej imprezy, gdzie w parze deblowej z Polką Aleksandrą Olszą przegrały w finale młodzieżowych zawodów. Była uznawana za najlepszą juniorkę końca XX wieku.

Szybko zaczęła się też jej kariera seniorska. Status profesjonalistki uzyskała bowiem mając 14 lat. Naprawdę głośno zaczęło być o niej w 1996 roku, gdy 15-latka doszła do czwartej rundy US Open, gdzie poległa w starciu ze słynną Steffi Graf. Największy sukces w karierze zaliczyła w 1997 roku, docierając do półfinału Wimbledonu. Zatrzymała ją dopiero późniejsza mistrzyni, Martina Hingis. Będąc jeszcze nastolatką osiągała spore sukcesy i „z butami” weszła do światowej czołówki. Nie bała się nikogo. Na swoim koncie ma wygrane z absolutnymi legendami. W 2000 roku dotarła na ósme miejsce w rankingu WTA. Nigdy nie wygrała żadnego turnieju singlowego.

Jej sukcesy dotyczą głównie gry deblowej, w której sprawowała się fantastycznie. Łącznie zwyciężyła z partnerkami 16 turniejów, w tym dwukrotnie Australian Open, będąc w parze z Martiną Hingis. To właśnie Szwajcarka była jej prawdziwą zmorą w rozgrywkach singlistek. Dwukrotnie dotarła do finału Wielkiego Szlema również w mikście, najpierw w 1999 roku razem z Jonasem Bjorkmanem osiągnęła ten pułap w Wimbledonie, a rok później w US Open, występując w parze z Maksem Mirnym
W 2001 roku zaczęły się jednak jej problemy zdrowotne. Dwa lata później dopadły ją problemy z plecami, które praktycznie przekreśliły jej karierę. „Księżniczka tenisa” jak była nazywana przez dziennikarzy i kibiców była zmuszona zakończyć swoją przygodę ze światowymi kortami. Od tamtej pory brała udział w rozgrywkach ligowych w Stanach Zjednoczonych. Grała też podczas towarzyskich meczów legend tenisa, w tym w Wimbledonie w 2010 roku, gdy ponownie wyszła na kort z Martiną Hingis.

Występowała też gościnnie w telewizji. Była uznawana za jedną z najpiękniejszych sportsmenek na świecie, otrzymując równie wiele nagród od magazynów co na kortach. Kto wie na jaki poziom by dotarła, gdyby nie poważna kontuzja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: