Wyjść z cienia #1 – Rudzielec z kowadłem w nodze

Zaczynamy kolejny cykl. Tym razem będziemy przypominać sylwetki piłkarzy, których wielu kibiców pamięta do dziś, choć daleko im było do Złotej Piłki. Zaczynamy od Johna Arne Riise, norweskiego obrońcy z torpedą w postaci lewej nogi.

Urodził się w 1980 roku w Alesund. Trzy lata później na świat przyszedł jego brat, Bjorn Helge. Obaj chłopcy od najmłodszych lat nie rozstawali się z piłką. W końcu trafili do miejscowej szkółki piłkarskiej Aalesunds FK. John zaczął tam trenować w wieku 14 lat, a już po czterech latach został graczem pierwszego zespołu.

W swoim pierwszym seniorskim sezonie wystąpił w 25 spotkaniach i strzelił aż pięć bramek. W tym czasie był już etatowym reprezentantem młodzieżowych reprezentacji Norwegii. Mimo, że nie miał ogromnego stażu treningowego, szybko poszczególni trenerzy widzieli w nim ogromny potencjał, a Riise był niesamowicie pracowity, na dodatek był doskonale zbudowany. Jako 19-latek grał już w reprezentacji U-21. W młodzieżówkach rozegrał 38 spotkań.

Szybko zwrócił na siebie uwagę większych europejskich klubów. Już po jednym sezonie w lidze norweskiej zaczęły spływać w jego sprawie oferty. Ostatecznie wybrał Monaco. Pierwszy sezon we Francji miał jednak bardzo ciężki. Dostał szansę w kilku spotkaniach, jednak przegrywał walkę o miejsce w składzie najpierw z Christophem Pignolem, a następnie Philippem Leonardem.Zagrał łącznie w dziesięciu spotkaniach, jednak zebrał nieocenione doświadczone, które zaprocentowało już w kolejnym okresie przygotowawczym. W kolejnym sezonie stał się prawdziwym jokerem Claude Puela. Wydawało się, że w kolejnym sezonie będzie podstawowym zawodnikiem swojego zespołu. Ale w kolejnym sezonie doświadczony szkoleniowiec wyżej cenił usługi Francka Juriettiego. W tym czasie zdążył już zadebiutować jednak w reprezentacji Norwegii, w której od pierwszego dnia stał się absolutną gwiazdą. Zgromadził przez lata w niej 110 występów, co do tej pory jest rekordem.

Riise miał już dość, jednak na brak chętnych do zatrudnienia go nie mógł narzekać. W końcu Monaco lekką ręką oddało go za ponad sześć milionów euro do Liverpoolu, popełniając tym samym ogromny błąd. Norweg momentalnie stał się jednym z liderów swojego zespołu. Kapitalnie, przy swojej fizyczności odnalazł się na angielskich boiskach. W tym samym czasie miał też oferty z Fulham i Leeds. Był już jedną nogą w „The Cottagers”, jednak zadecydował jeden telefon od prowadzącego Liverpool, Gerarda Houlliera.

W pierwszych dwóch meczach Premier League wchodził wraz z początkiem drugiej połowy, później na stałe wskoczył do pierwszego składu zsyłając na ławkę Markusa Babbela. Już w swoim czwartym meczu kupił sobie na stałe kibiców z Anfield Road, gdy w 52 minucie przypieczętował zwycięstwo „The Reds” w derbach Merseyside z Evertonem, kompletnie ośmieszając Davida Unswortha. Wcześniej strzelił gola w debiucie, otwierając wynik spotkania o Superpuchar Europy z Bayernem.Norweski obrońca z marszu stał się więc ulubieńcem kibiców. Później strzelał jeszcze bramki m.in. Manchesterowi United i Arsenalowi. W swoim pierwszym sezonie świętował razem z kolegami wicemistrzostwo Anglii oraz Tarczę Wspólnoty.

W wywiadach wspominał później, że jako 20-latek nie miał przed sobą stawianych wielkich oczekiwań, dzięki czemu mógł skupić się na ciężkiej pracy, co zaprocentowało szybką aklimatyzacją w drużynie.

Zaliczył kapitalny sezon 2004/2005, gdy swoje osiem bramek i pięć asyst w sezonie zwieńczył fantastycznym zwycięstwem w finale Ligi Mistrzów  z Milanem. To właśnie on dośrodkował na głowę Stevena Gerrarda, który dał znak swoim kolegom o rozpoczęciu gonitwy za prowadzącymi trzema bramkami graczami Carlo Ancelottiego. Co prawda on jako jedyny z czerwonej ekipy nie trafił karnego, jednak miał i tak spory udział w zwycięstwie.

Na Anfield grał jeszcze kolejne trzy lata. Od pierwszego do ostatniego dnia był jednak jednym z podstawowym zawodnikiem swojego zespołu. Tylko raz nie udało mu się zagrać powyżej 40 spotkań w sezonie. Pracował jednak coraz mniej, jak sam mówił w wywiadach czuł się na tyle zadomowiony, że nie pracował tak ciężko jak mógł. W końcu formuła się wyczerpała i Rafael Benitez jasno mu powiedział, żeby poszukał sobie nowego pracodawcy, a on skupi się na zakupie nowego lewego obrońcy. Padło na włoską Romę, a do Liverpoolu trafił Andrea Dossena. Od tamtej pory kibice Liverpoolu nie mogą jednak doczekać się lewego obrońcy, grającego na poziomie Riise.

Przez siedem lat występów w czerwonej części miasta Beatlesów wypracował sobie jednak niebywałą renomę i stałe miejsce w sercach kibiców Liverpoolu. Zagrał w ekipie „The Reds” 348 spotkań i strzelił 31 spotkań. W każdym spotkaniu zostawiał na boisku serce, nigdy nie odpuszczał, co go zresztą charakteryzowało. Zawziętość, przebojowe akcje lewą stroną boiska i przede wszystkim zabójcza lewa noga, której moc wydawała się nieograniczona. Przekonał się o tym Alan Smith, który blokując uderzenie Riise doznał koszmarnego złamania nogi, po którym już nigdy nie wrócił do pełni dyspozycji. Jak sam mówił trenował kilka godzin dziennie, by ciągle poprawiać swoją technikę strzału.

Sam Norweg na papierze był lewym obrońcą, często tak też był ustawiany na boisku, aż w końcu Rafael Benitez postanowił wykorzystać jego walory ofensywne i dał mu wolną rękę w rajdach, zachęcając go wręcz do ofensywnych wojaży.

W Serie A również miał pewne miejsce w składzie, zanotował przez trzy sezony 99 spotkań, jednak pod koniec pobytu zaczęły po raz pierwszy w karierze doskwierać mu kontuzje. Wszak stuknęła mu już 30-tka, a przy siłowym stylu gry, dawało się to we znaki. Jednak Riise jeszcze raz zapragnął powrotu na angielskie boiska. Trafił do Fulham, gdzie grał przez trzy sezony i o dziwo nie strzelił w tym czasie ani jednego gola, jednak dość regularnie wychodził na boisko w barwach londyńskiej ekipy.

W końcu wyjechał na Cypr, gdzie grał przez rok w APOEL-u Nikozja. Następnie były dwie przygody z hinduską piłką i dosłownie chwila w klubie, który wydał go na światowe boiska, czyli Aalesunds. W końcu w czerwcu 2016 roku ogłosił oficjalnie zakończenie piłkarskiej kariery, choć jeszcze przez półtora miesiąca grał w Indiach, w Indian Super League.

Pod koniec jego kariery okazało się jednak, że wcale nie jest taki kolorowy, jak na boisku. Poza boiskiem chodził z głową w chmurach, co potwierdziło zachowanie po postawieniu pomnika piłkarza w Alesund. Rzeźba została pokazana w 2005 roku, a pozował do niej właśnie Riise. Trener miejscowego klubu, Ivar Normark zażądał by nazwać ją „piłkarz”. Gwiazdor Liverpoolu obraził się na miasto, nazwał ich mieszkańców po latach „prowincjalnymi, aroganckimi pastuchami”, a  Nymarka nazwał „żałosnym głupkiem”. W końcu powrócił do swojego miasta i napisał do władz miasta żądanie z wystawieniem pomnika za zasługi.

W końcu włodarze zgodzili się i przy drugim odsłonięciu, rzeźba miała tabliczkę z nazwiskiem 110-krotnego reprezentanta Norwegii. Riise po tej uroczystości powiedział „I tak wszyscy wiedzieli, że piłkarzem byłem ja, ale bardzo miło jest mieć pomnik ze swoim nazwiskiem w rodzinnym mieście”.Przez lata kariery nie potrafił też zarządzać pieniędzmi. Zarabiając miliony euro, wszystko tracił, kilkukrotnie był bankrutem. Nie miał też szczęścia w miłości. W zeszłym roku wypłacił z konta swojej córki 55 tysięcy euro, tłumacząc, że sam zakładał jej konto, a nie chce, by jego była żona przywłaszczyła pieniądze. Jego karierą przez lata sterowała matka, Berit Riise, która dała się poznać jako niebywale chciwa osoba. Po latach okazało się, że młody piłkarz trafił do Monaco, bowiem jego matce podobało się do państwo, a w szczególności system podatkowy. Otrzymywała 15 procent jego zarobków, świeciła na łamach wielu magazynów. Jej syn przez lata wielokrotnie tracił wszystkie zarobione pieniądze.

W swojej biografii piłkarz przyznał, że zabłądził i zaczął żyć w świecie nierealnych marzeń finansowych, a także nie miał szczęścia w życiu uczuciowym bowiem poświęcił wszystko karierze piłkarskiej. Wspomniał też o tym, że był „seksualną bestią”, co doprowadziło go do myśli o sterylizacji. Zdążył się już nawet zapisać na zabieg.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: