A miało być tak pięknie #2 – Mesjasz amerykańskiego soccera

Jeżeli chodzi o niespełnione talenty w przypadku piłki nożnej, na pierwszą myśl przychodzi Freddy Adu, który miał zbawić amerykański futbol, a ppadł na mieliźnie dość szybko, gdy przyćmiła go niebywała sława w bardzo młodym wieku.

Wcześniej artykuł został opublikowany w serwisie http://www.2×45.info – http://www.2×45.info/aktualnosci/55836/niespelnione-talenty-1-8211-mesjasz-amerykanskiego-soccera/

Adu urodził się w Ghanie, gdzie spędził pierwsze lata swojego życia. W wieku ośmiu lat jego życie diametralnie jednak się zmieniło, gdy jego matka dostała zieloną kartę i razem z rodziną wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Tam rozpoczął również swoją przygodę z piłką. Od początku było widać, że ma ogromny dar.

W końcu dołączył do IMG Soccer Academy, z którym wziął udział w turnieju U-14. Rozegrał fantastyczne zawody, został MVP turnieju i zwrócił na siebie uwagę europejskich potęg. W wieku 14 lat trafił w drafcie do DC United. Został najmłodszym zawodowym sportowcem w Stanach Zjednoczonych. Szybko zadebiutował w Major League Soccer, a cała Ameryka piała z zachwytu.

Świetnie wyszkolony technicznie i dynamiczny młodzian nic sobie nie robił z kilkanaście lat starszych rywali i na amerykańskich boiskach mijał ich jak tyczki. Siłą rzeczy stał się też gwiazdą młodzieżowych reprezentacji USA. W kategorii U-17 w 15 spotkaniach strzelił 16 bramek. W kolejnych kategoriach również nie miał sobie równych, aż w końcu nie mając jeszcze skończonych nawet 17 lat trafił do dorosłej reprezentacji. Trenujący go w DC United Piotr Nowak powtarzał w wywiadach, że patrząc na jego wyczyny nie mógł wyjść z podziwu.

Całemu światu zabłysnął podczas mistrzostw świata U-20 w 2007 roku, gdy  rozprawił się z Polską, aplikując Bartoszowi Białkowskiemu trzy bramki, a Amerykanie zwyciężyli ostatecznie 6:1. W kolejnym meczu z Brazylią, wypracował dwa gole, dzięki czemu jego zespół awansował do kolejnej fazy z pierwszego miejsca w grupie. USA zatrzymała dopiero Austria w ćwierćfinale. Adu został okrzyknięty obok Sergio Aguero jednym z najlepszych zawodników tamtego turnieju.

Głośno było o nim wszędzie. Po grającego wtedy w Realu Salt Lake City skrzydłowego sięgnęła Benfica Lizbona, słynąca z doskonałego szlifowania talentów z amerykańskich kontynentów. Półtora miliona euro nie wydawało się sumą zaporową, a w zamian dostawało się pokaz fantastycznych umiejętności Adu. Ten po prostu brał piłkę i z nią biegł, mijając rywali jak treningowe tyczki. Nie było dla niego żadnych przeszkód. Był dobrze zbudowany przy swoim niskim wzroście, kapitalnie trzymał się na nogach, dysponował fantastycznym balansem ciała i świetnie ułożoną lewą nogą. Przede wszystkim bawił się grą i było to widać gołym okiem.

I tu dochodzimy do sedna problemu. W czasie, gdy młody zawodnik błyszczał, amerykańscy kibice oszaleli, i to dosłownie. O niepełnoletnim jeszcze zawodniku powstawały reportaże, w mediach przedstawiano go jako mesjasza amerykańskiego soccera. To on miał wnieść na wyżyny kadrę USA. Stał się typową maskotką.

Każdy chciał go dotknąć, każdy chciał z nim porozmawiać. Stał się Davidem Beckhamem Stanów Zjednoczonych w wieku kilkunastu lat. Występował w najsłynniejszych amerykańskich programach, na czele ze znanym talk-show Davida Lettermana. Niektórzy śmiali się, że brakuje go tylko jeszcze u Oprah Winfrey.

Nastolatek zachłysnął się sławą, każdy traktował go jak kogoś z innego świata i z wielkiego talentu stał się celebrytą. Piotrowi Nowakowi mówił, że bardzo mu się podoba to, że wszyscy go kochają i na niego zwracają uwagę. W momencie, gdy w głównej mierze dzięki niemu piłka nożna zaczęła powoli dołączać do koszykówki, hokeja, baseballa i futbolu amerykańskiego jako wiodących sportów w Ameryce, ten niebywały talent zaczął się rozmazywać.

Od transferu do Europy zaczęło się sypać wszystko. Przyjeżdżając do stolicy Portugalii mógł jeszcze bazować na swoim darze, jednak z dnia na dzień wyglądał coraz słabiej. Zagrał w 17 spotkaniach, jednak ani razu nie spędził na boisku 90 minut. Łącznie rozegrał nieco ponad 300 minut. Trafił na wypożyczenie do Monaco, następnie Belenenses, Arisu Saloniki i Rizesporu. Wszędzie schemat się powtarzał. Błyszczał na początku, gdy każdy zachwycał się jego dryblingiem, ale szybko różowe okulary znikały.

W końcu po czterech latach i dobrym turnieju o Złoty Puchar CONCACAF wrócił do USA, podpisując kontrakt z Philadelphią Union. Tam miewał przebłyski, jednak nie przypominał już w niczym przebojowego nastolatka. Nie poradził sobie także podczas wycieczki do Brazylii. Przez blisko rok nie mógł znaleźć sobie klubu. Miał następnie krótkie przygody w Serbii, Finlandii i ponownie Stanach Zjednoczonych. Półtora roku pozostawał bez klubu, na chwilę podpisał kontrakt z Las Vegas Lights, z którym rozstał się półtora roku temu. Od tamtej pory pozostaje bez klubu i jak sam wspomina unika „podejrzanych kontaktów”, a także wywiadów. Kariery oficjalnie nie zakończył, ale nic nie wskazuje, żeby wrócił jeszcze na boisko.

W tzw. międzyczasie miał być testowany przez Sandecję Nowy Sącz. Ostatecznie okazało się to tylko chwytem marketingowym, w który nie wtajemniczono nawet trenera, Radosława Mroczkowskiego. Amerykanin przeszedł testy medyczne, które wypadły negatywnie i opuścił Polskę. Ale efekt był dobry, bowiem informacja o testach „złotego dziecka” rozniosła się w ciągu chwili po całym świecie. Ostatecznie niepotrzebnie oberwał sam zawodnik, który zainwestował własne pieniądze w bilet nad Wisłę i okazało się, że stało się, to co u szczytu formy – pozostał tylko maskotką. Jego nazwisko elektryzuje bowiem do tej pory mimo że z poważną piłką nie ma nic wspólnego od lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: