Turniej, który zmienił polską piłkę ręczną. Przypominamy srebrną drużynę z MŚ 2007!

Obecnie nasza męska reprezentacja przeżywa kryzys, postanowiliśmy więc przypomnieć turniej, w którym szczypiorniści, grający z orzełkiem na piersi otarli się o złoto mistrzostw świata. Pamiętacie czempionat z 2007 roku, który na stałe zmienił szczypiorniaka nad Wisłą?

Podstawowa rzecz: czy spodziewaliśmy się wtedy takiego wyniku? Patrząc na to, że dwa lata wcześniej na mundial się nie zakwalifikowaliśmy, z całą pewnością nie. Wszyscy jednak przeczuwali, że to jest właśnie złota generacja polskiego szczypiorniaka i może zwojować dużo. Faworyci byli jednak inni. Niemcy ze świetnym Michaelem Krausem i wyczyniającym w bramce cuda Henningiem Fritzem. Chorwaci z najlepszym piłkarzem ręcznym świata, Ivano Balicem. Kapitalni Islandczycy, którzy zadziwiali niemal bez przerwy. Czy Francuzi na czele z Thierry Omeyerem i Nikolą Karabaticem.

Grupa, w której wylądowali podopieczni Bogdana Wenty wydawała się spokojnie do przejścia, choć już tam jednym z rywali byli Niemcy. Argentyna i Brazylia były jednak spokojnie w zasięgu Polaków. I faktycznie już w pierwszym meczu nasi gracze nie pozostawili złudzeń i rozbili Argentyńczyków 29:15. Pozytywnie wyglądała też nasza statystyka, bowiem rzucanie bramek zostało rozłożone na wielu zawodników. Po pięć zaliczyli Mariusz Jurasik i Tomasz Tłuczyński, a po cztery Michał Jurecki i Patryk Kuchczyński. Do tego trzy trafienia dołożył Bartosz Jurecki.

Kolejne starcie z Brazylią również okazało się formalnością. Nasi gracze jak zwykle odrobinę słabiej zagrali w pierwszej odsłonie, dając dojść do głosu „Canarinhos”, jednak w drugie pół godziny odbył sie popis „Biało-czerwonych”, a w szczególności Tomasza Tłuczyńskiego, który aż dziewięciokrotnie cieszył się z bramki. Po sześć goli dorzucili Karol Bielecki i Bartosz Jurecki, a cały mecz skończył się wynikiem 31:23.

Awans do kolejnej fazy był więc już pewny, ale na koniec pozostała rywalizacja z Niemcami, czyli starcie, w którym zawsze chodzi o coś więcej. Gospodarze turnieju zaczęli trochę niemrawo, wygrywając z Brazylią pięcioma bramkami, jednak w drugim meczu pokazali prawdziwą siłę. Do tego cały obiekt w Halle wypełniony niemieckimi kibicami.

Od początku trwała wymiana „cios za cios”, a na boisku wrzało. Wszystko zmieniło się pod koniec pierwszej części gry, gdy Polacy zwiększyli prowadzenie i na przerwie prowadzili 14:12. Przez pierwszy kwadrans drugiej części gry utrzymywała się dwubramkowa przewaga naszych graczy, lecz podopieczni Heinera Branda ruszyli w pościg i wyszli na prowadzenie kilka minut przed końcem. Jednak w ciągu chwili wszystko się posypało. Niemcy trzykrotnie stracili piłkę, co skrzętnie wykorzystali Polacy, wychodząc na dwubramkowe prowadzenie, które utrzymali do samego końca. To był moment, gdy cała Polska zaczęła wierzyć, że żołnierze Bogdana Weny mogą przywieźć z Niemiec medal. Szczególnie, że kapitalne spotkanie rozegrała trójka naszych piekielnie doświadczonych graczy: Karol Bielecki zdobył siedem goli, Mariusz Jurasik sześć, a pięć Grzegorz Tkaczyk.

Zwycięstwo z naszymi zachodnimi sąsiadami i pierwsze miejsce w grupie podniosło do granic możliwości nasze morale, jednak to okazało się zgubne. W fazie zasadniczej trafiliśmy bowiem na Islandię, Francję, Słowenię i Tunezję. A „Trójkolorowi” bardzo szybko sprowadzili nas do parteru, wygrywając 31:22. Tym razem Polacy zagrali bowiem fatalną drugą połowę. Po pierwszej prowadziliśmy jednym punktem. Później jednak cuda zaczął wyprawiać Omeyer, a Karabatić, Abalo, Narcisse i spółka kompletnie rozbili nasz zespół.

Zimny prysznic, jak się okazało, bardzo nam się przydał. Kolejny mecz był bowiem chyba najważniejszy. Trzeba było wygrać z Islandią, dla świętego spokoju, by nie martwić się o wyjście z grupy, choć byliśmy od początku w najlepszej sytuacji. To była jednak prawdziwa wojna. Ambitni Islandczycy nie dawali sobie w kaszę dmuchać i przez większość czasu żaden z zespołów nie potrafił odskoczyć, choć na przerwę schodziliśmy z dwubramkową stratą. Wszystko musiało się wyjaśnić w końcówce. Kluczowa okazała się dwuminutowa kara dla Islandczyka trzy minuty przed końcem meczu. 68 sekund przed końcem Karol Bielecki rzucił bramkę, niemal pieczętując nasze zwycięstwo, wyprowadzając nas na dwubramkowe prowadzenie. Tego nie mogliśmy dać sobie wyrwać. Ostatecznie Peterson zmniejszył stratę do jednego gola, a emocje w Halle były niesamowite. Islandczycy wyszli wysoką obroną, a nasi gracze starali się rozgrywać akcję jak najdłużej, by nie dać już szansy rywalom na odpowiedź. 11 sekund przed końcem dodatkowo Bogdan Wenta wziął czas, by przerwać akcję. Po przerwie od początku było wiadomo jak zagrają „Biało-czerwoni”. Wszystko miało się opierać na Karolu Bieleckim, który dostał piłkę. Gdy Islandczycy zebrali się do bloku, nasz zawodnik zamarkował rzut, zmylając wszystkich i w idealnej sytuacji zdobył bramkę, która zapewniła nam zwycięstwo 35:33. Końcówka to sam popis „Koli”, którzy rzucił trzy bramki w 100 ostatnie sekund.

Do końca fazy zasadniczej pozostały nam dwa spotkania z teoretycznie słabszymi rywalami, jednak nie można było lekceważyć ani Słoweńców, ani Tunezyjczyków. Dwa zwycięstwa dawały nam bowiem pierwsze miejsce w grupie. Na odpuszczenie nie pozwalał jednak Bogdan Wenta. Nasi szczypiorniści rozbili pewnie Tunezję 40:31 i Słowenię 38:27. Przeciwko Europejczykom odpalił w końcu Marcin Lijewski, który we wcześniejszych spotkaniach był zdecydowanie przyćmiewany przez Karola Bieleckiego i Grzegorza Tkaczyka. Zawodnik Flensburga rzucił jednak Słoweńcom aż 12 goli.

Zwycięstwo w grupie dawało nam rywala w ćwierćfinale w postaci czwartego zespołu drugiej grupy. Tam o to miejsce walczyli w ostatnim spotkaniu Rosjanie i Węgrzy. Nie trzeba było ukrywać, że po cichu liczyliśmy na Węgrów. Jednak Rosjanie mimo słabszej sytuacji i przegranej pierwszej części, ruszyli z pościgiem i zdołali wygrać bezpośrednie spotkanie, jedną bramką.

Od razu było wiadomo, że w Hamburgu nikt tanio skóry nie sprzeda. Mecz był bardzo wyrównany. Po pierwszej połowie Polacy wygrywali dwoma punktami, jednak przez większość spotkania utrzymywał się wynik bliski remisu. Tak było do samego końca, gdy za bardzo agresywne zagranie z boiska wyleciał Rafał Kuptel. Chwilę wcześniej na szczęście gola rzucił Karol Bielecki. Polacy na kilka sekund prowadzili jedną bramką i musieli zagrać w osłabieniu, a przy piłce byli Rosjanie. Nasi zawodnicy jednak starali się przedłużać jak najbardziej akcję rywali. W końcu na rzut z podłoża zdecydował się jeden z Rosjan, a jego rzut zablokował Mariusz Jurasik, dzięki czemu nasi gracze mogli przeprowadzić taniec radości.

Wejście do strefy medalowej było już sporym osiągnięciem. W półfinale przyszło nam się jednak zmierzyć z Duńczykami, którzy po horrorze zakończonym w dogrywce pokonali Islandię. Pierwsi gola rzucili zawodnicy Ulrika Wilbeka. Niemal przez całą pierwszą połowę gra toczyła się na zasadzie „gol za gola”. Dopiero na samym początku drugiej odsłony Polacy odskoczyli na chwilę na trzy gole przewagi, co jednak szybko zniwelowali nasi rywale. W końcówce jednak nawet doskonałe interwencje Adama Weinera nie pozwoliły nam utrzymać przewagi. 17 sekund przed końcem wyrównał Karol Bielecki, jednak ciągle musieliśmy się bronić przed Duńczykami, co ostatecznie się udało. Podobnie było w pierwszej dogrywce, gdy również skończyło się remisem. Lepiej poszło w drugiej dogrywce, gdy „Biało-czerwoni” szybko zyskali przewagę, a nasi rywale marnowali swoje okazje. Gdy Grzegorz Tkaczyk fantastyczną wkrętką pokonał Kaspera Hvidta, podwyższając prowadzenie do 34:31 na nieco ponad dwie minuty przed końcem wydawało się, że nic już nie zabierze naszym awansu do finału. Duńczycy w desperacji wyszli w ostatniej minucie w wysokiej obronie, jednak i wtedy Mateusz Jachlewski zakończył mecz kolejnym golem, ustalając ostatecznie wynik na 36:33. Jednym z bohaterów okazał się Michał Jurecki, który rzucił dwie bramki. Znany z niesamowitej ambicji „Dzidziuś” siedział na ławce, gdy w nerwowym momencie Bogdan Wenta popatrzył na niego i spytał: Jesteś gotowy? Zawodnik po kilku niewybrednych słowach odpowiedział: Od urodzenia jestem gotowy trenerze.

Nadszedł więc w końcu wielki finał. Polacy osiągnęli już ogromny sukces i choć nadzieje były ogromne, mimo zwycięstwa w grupie to Niemcy byli faworytami. Grając w kolońskiej hali wypełnionej niemieckimi kibicami ciężko było przeciwstawić się rozpędzonym gospodarzom. Nasi gracze mieli ogromny problem od samego początku. W pewnym momencie podopieczni Bogusława Wenty wyszli na prowadzenie 3:2, jednak to było na tyle z pozytywnymi informacjami. Każdą kolejną udaną akcją gracze Heinera Branda napędzali siebie i licznie zebranych kibiców. Z kolei Polacy zmęczeni trudami całemu turnieju i z całą pewnością odrobinę stłamszeni renomą wielkiego finału, nie byli w stanie się przeciwstawić. Mimo ogromnej walki naszych zawodników, nie byliśmy w stanie zniwelować ciągłej kilkupunktowej przewagi naszych zachodnich sąsiadów. Przyszedł moment, w którym miejscowi mieli już siedem punktów przewagi. Później jednak nasi ostatkami sił wrzucili kolejny bieg i odrobili aż sześć oczek, przechodząc na obronę rozstawioną na całej połowie boiska. Atmosfera w Kolonii była niesamowicie napięta, a poziom gry był niesamowity, choć na boisku rządziła głównie walka. Dwukrotnie Polacy mieli szansę wyrównać, jednak agresywna obrona niemiecka nie pozwalała nam rzucić bramki.

Siedem minut przed końcem wynik brzmiał 24:22 dla gospodarzy. Wtedy dość brutalny faul popełnił Rafał Kuptel i otrzymał dwie minuty kary. Niemcy skrzętnie to wykorzystali , zwiększając przewagę, a ostatnie pięć minut trwała już zabawa i wielkie świętowanie. Niemcy ostatecznie zwyciężyli 29:24.

Po wszystkim okazało się jeszcze, że dwóch naszych graczy trafiło do najlepszej siódemki turnieju. Rozgrywający kapitalne zawody Mariusz Jurasik, został uznany najlepszym prawoskrzydłowym, z kolei Marcin Lijewski, który dość długo się rozkręcał, jednak gdy wszedł na swój odpowiedni poziom, znacznie przyczynił się do świetnym wyników w fazie pucharowej, zgarnął nagrodę dla najlepszego prawego rozgrywającego. Dodatkowo Karol Bielecki został trzecim najlepszym strzelcem, z kolei Sławomir Szmal uzyskał drugą najwyższą liczbę obron.

Polacy sami nie wiedzieli, czy płakać z powodu niewykorzystanej szansy na złoto, czy z tego, że udało się osiągnąć ogromny sukces i na niemieckiej ziemi postawić się gospodarzom i zgarnąć srebrny medal. Jak sami zawodnicy później „na sucho” wspominali osiągnęli ogromny sukces, który w dużej mierze rozpromował piłkę ręczną nad Wisłą. Bogdan Wenta stał się jedną z najważniejszych osób w kraju, a nasi szczypiorniści zyskali status wyższy niż piłkarze nożni.

Ten turniej to w dużej mierze zasługa samej postaci Bogdana Wenty, który przejął kadrę w trudnym okresie i nagle z bardzo słabego zespołu, stworzył drugi najlepszy na świecie. Jak wspominali po latach zawodnicy, sami dzwonili do Wenty, by przejął kadrę i tchnął w nią ducha. Związek jednak istniał w Polsce tylko formalnie. Tak naprawdę pieniędzy nie było na nic. Przez to sami zawodnicy powoli zaczęli się zastanawiać czy gra w kadrze ma jakikolwiek sens. Wszystko tak naprawdę zmieniło się 22 stycznia 2007 roku, gdy Polacy wygrali w fazie grupowej z Niemcami. Do wszystkich dotarło, że mamy szczypiornistów, grających na najwyższym poziomie, a sama piłka ręczna w Polsce wcale nie leży głęboko w bagnie. Wtedy też nasi gracze sami uwierzyli, że są w stanie osiągnąć w Niemczech sukces. Dodatkowo jak sami wspominają, dzięki fantastycznej atmosferze zawiązali przyjaźnie na całe życie.

Nasi wicemistrzowie świata:

Sławomir Szmal – Podczas turnieju w Niemczech miał już 29 lat, jednak sporo ze swojej bogatej historii napisał jeszcze później. Na samych mistrzostwach był jednak w świetnej formie, co świetnie pokazały też statystyki, gdzie pod względem odbitych piłek wyprzedził go tylko Kasper Hvidt. Wielokrotnie ratował kolegów świetnymi interwencjami.

Zbigniew Kwiatkowski – Najmłodszy z Polaków na mistrzostwach. Głównie zmiennik Bartosza Jureckiego.

Krzysztof Lijewski – Młodszy brat Marcina i też na boisku jego zmiennik. Wielokrotnie dawał odpocząć bratu, wchodząc do obrony.

Patryk Kuchczyński – Zdobył mnóstwo bramek po kontrach, jako pierwszy startując do przechwyconych piłek. Wielokrotnie w trudnych momentach to on swoimi golami dawał kolejny impuls, gdy wchodził na zmianę za Mariusza Jurasika.

Mateusz Jachlewski – Od samego początku turnieju w wybornej formie strzeleckiej. To on przypieczętował zwycięstwo z Danią. Miał też kilka świetnych spotkań w fazie grupowej.

Grzegorz Tkaczyk – Kapitan srebrnej drużyny. Urodzony przywódca z krwi i kości. To on wielokrotnie ciągnął zespół za uszy, gdy na chwilę spuszczali z tonu. Wykazał swój geniusz w starciu z Danią, gdy w trudnym, nerwowym momencie wkrętką umieścił piłkę w bramce.

Karol Bielecki – Najskuteczniejszy polski zawodnik mistrzostw. Wielokrotnie w trudnych sytuacjach piłka była grana do niego. Dzięki swoim kapitalnym warunkom fizycznym, był bowiem w stanie rzucić nawet nad blokiem. Dysponował kapitalnym rzutem z dziewięciu metrów. Po turnieju zgłosiły się po niego najlepsze kluby świata.

Artur Siódmiak – Choroba wyłączyła go z gry w spotkaniach z Rosją i Danią. Ostoja polskiej obrony i jeden z najostrzej grających graczy. Niesamowita ambicja, często dawała mnóstwo szczególnie w defensywie. Dodatkowo Siódmiak to dusza towarzystwa, dzięki czemu miał fantastyczną pozycję w szatni.

Damian Wleklak – Doświadczony zmiennik Grzegorza Tkaczyka, wielokrotnie dawał odpocząć naszemu kapitanowi i wnosił sporo jakości na środek rozegrania.

Bartosz Jurecki – Nieoceniona rola naszego kołowego. Pomyśleć, że razem z bratem stali się ważnymi ogniwami reprezentacji, dopiero za kadencji Bogdana Wenty. Rok później nikt nie wyobrażał sobie kadry bez charyzmatycznych, walecznych braci. Choć przed turniejem męczył się z kontuzją, na boisku spędził niemal każdą możliwą sekundę, bez przerwy walcząc z obrońcami przeciwników.

Mariusz Jurasik – Choć w klubie od pewnego czasu grał już na prawym rozegraniu, u Bogdana Wenty wrócił na skrzydło. Spisywał się kapitalnie. Drugi najlepszy strzelec drużyny, tuż po Karolu Bieleckim. Fantastycznie spisywał się przez cały turniej, nie schodząc poniżej swojego poziomu ani na chwilę. Jeden z kluczowych elementów całej układanki. Jego ogromne doświadczenie i świetna skuteczność były nieocenione.

Michał Jurecki – Na mistrzostwach w Niemczech wchodził głównie do obrony. W późniejszym okresie podstawowy zawodnik polskiej reprezentacji. Ma za sobą też jeden świetny moment, gdy rzucił w dogrywce Danii dwie bardzo ważne bramki. Jego kariera ruszyła z kopyta po turnieju.

Adam Weiner – Wchodził w trudnych momentach, zmieniając Sławomira Szmala i notował niebywale ważne interwencje. Jak zawsze w polskiej kadrze rezerwowy golkiper był tym, na kogo można było liczyć w trudnych momentach.

Rafał Kuptel – Grający na granicy brutalności, miał słabsze momenty, gdy w najgorszych momentach wylatywał na ławkę kar, ale nie byłby sobą, gdyby odpuszczał. Jeden z liderów obrony.

Tomasz Tłuczyński – Wyciągnięty z rezerw Bundesligi zawodnik, okazał się świetnym zmiennikiem Mateusza Jachlewskiego. W Niemczech wykorzystał aż 16 z 20 rzutów karnych, w tym te w kluczowych momentach.

Marcin Lijewski – Długo rozkręcał się w Niemczach, jednak gdy odpalił w spotkaniu ze Słoweńcami, był nie do powstrzymania. W kluczowych momentach, jego największe reprezentacyjne doświadczenie dawało jednak mnóstwo pozytywnego.

Trener Bogdan Wenta – Postać wręcz już kultowa w polskim sporcie. Trener polskiego zespołu narodowego przez osiem lat. Prowadził też niemiecki Magdeburg i Vive Kielce. Obecny prezydent Kielc, wcześniej euro poseł.

Daniel Waszkiewicz – Asystent Wenty, a następnie jego następca. Co ciekawe, Wenta debiutując na seniorskich parkietach w barwach Wybrzeża Gdańsk, zmienił właśnie Waszkiewicza. Stworzyli kapitalny duet. Później na chwilę został jego następcą.

Reszta sztabu: Marcin Kochanowski (psycholog), Marek Żabczyński (kierownik), Maciej Nowak (lekarz) i Jerzy Buczak (fizjoterapeuta).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: