W cieniu gwiazd #4 – Czerwony Diabeł od urodzenia

W czwartym odcinku naszego cyklu pozostajemy w Anglii. Na naszym celowniku jest bowiem jedna z legend Manchesteru United, która nigdy jednak nie była na świeczniku, mimo, że świętowała pod wodzą Sir Alexa Fergusona największe sukcesy.

Artykuł wcześniej pojawił się w serwisie 2×45.info – http://www.2×45.info/aktualnosci/57051/w-cieniu-gwiazd-4-wieczny-czerwony-diabel-jesli-jest-w-pelni-zdrowy-nie-ma-w-anglii-lepszych-obroncow-od-niego/

A mowa oczywiście o Wesie Brownie. Anglik urodził się w Manchesterze, od najmłodszych lat był skazany na United. Od małego w jego głowie była tylko piłka, szybko rozpoczął więc treningi w Football Academy. Szkolił się również w szkółkach należących do MU. W końcu w 1996 podpisał oficjalny, choć juniorski jeszcze kontrakt z „Czerwonymi Diabłami”.

Szybko wywalczył sobie miejsce w składzie młodzieżowego zespołu. Spisywał się od samego początku wyśmienicie, w związku z tym cztery miesiące później doznał propozycję seniorskiej umowy. Nadal występował jednak w juniorskiej drużynie, z którą osiągnął swój pierwszy sukces.

Razem ze swoim zespołem w debiutanckim sezonie zdobył bowiem Młodzieżowy Puchar Anglii, a osobiście został uhonorowany nagrodą Młodego Gracza Roku w United.

W kolejnym sezonie nadal grał w rezerwach, jednak po wielu świetnych występach Sir Alex Ferguson powołał go do kadry meczowej na starcie z Leeds. W 60 minucie nie mający jeszcze ukończonych 19 lat Wes zmienił Davida Maya. United wygrywali już 3:0 i spokojnie dociągnęli taki wynik do końca.

Z racji, że dogonienie Arsenalu było już niemożliwe, Brown dostał szansę występu od początku w kończącym sezon starciu z Barnsley. W kolejnym sezonie był już stałym bywalcem w pierwszym zespole i dostawał sporo szans wobec kontuzji Denisa Irwina. Sam Brown mimo, że jeszcze nastolatek z małym doświadczeniem pozwalał zapomnieć o absencji Irlandczyka. Dostał też szansę w Lidze Mistrzów, a legendarny finał z Bayernem oglądał z ławki rezerwowych.

Był w tamtym czasie również regularnie powoływany do młodzieżowych reprezentacji Anglii.  Tak było również w kwietniu 1999 roku, jednak wtedy niespodziewanie po obrońcę zgłosił się selekcjoner pierwszej reprezentacji, Kevin Keegan, który postanowił dać szansę młodemu defensorowi w meczu z Węgrami. Brown grał ponad godzinę na prawej obronie, zbierając dobre opinie.

Wydawało się, że to początek wielkiej kariery, ale wszystkie plany zeszły na dalszy plan podczas okresu przygotowawczego do kolejnego sezonu. Faktycznie był to moment przełomowy, jednak nie w bardzo negatywną stronę. Brown na jednym z treningów doznał bardzo poważnej kontuzji kolana, która wykluczyła go z gry na cały sezon. Wielokrotnie próbował wracać, jednak cały czas problem powracał.

Wrócił jednak w sezonie 2000/2001, a Ferguson coraz chętniej wstawiał go do składu. Brown odwdzięczał się bardzo dobrą grą zarówno w środku bloku defensywnego, jak i po prawej stronie. Skoro jego forma nie schodziła poniżej pewnego sezonu, Manchester zaproponował mu nowy kontrakt, który podpisał, wiążąc się z ekipą z Old Trafford na kolejne cztery lata.

W 2002 roku Sven Goran Eriksson powołał go na mistrzostwa świata do Korei i Japonii, jednak w Azji ostatecznie nie podniósł się nawet z ławki. Po turnieju dość długo wracał do odpowiedniej dyspozycji, ostatecznie jednak wywalczył sobie miejsce w składzie. Wszystko dobrze się układało, aż do ostatniego meczu sezonu, w którym „Red Devils” udali się na Goodison Park, na starcie z Evertonem. W 40 minucie reprezentant Anglii opuścił boisko, z kolejnym podejrzeniem kontuzji kolana. Przez kolejny uraz opuścił kilka miesięcy, przez co do gry był w stanie wrócić dopiero na początku kolejnego roku. Przez dłuższy czas kolejni selekcjonerzy również pomijali go przy powołaniach do kadry.

Jego kariera na Old Trafford przez dłuższy czas była rollercoasterem. Anglik wskakiwał do składu, nagle doznawał kontuzji i znów wypadał na kilka spotkań, by ponownie wrócić. W każdym sezonie notował po około 30 występów, jednak ciężko było na nim opierać grę, jeżeli nie dawał pewności, że będzie graczem na dłużej.

Zmieniło się to dopiero w sezonie 2007/2008, gdy w końcu przepracował cały okres przygotowawczy i w całym sezonie zagrał 52 spotkania, mocno przyczyniając się m.in. do kolejnego mistrzostwa Anglii i zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Zastąpił wtedy kontuzjowanego Gary’ego Neville’a. Co jednak z tego, skoro niemal cały kolejny sezon stracił z powodu kontuzji. Podobnie w sezonie 2009/2010, gdy Alex Ferguson wolał stawiać na pewniejszych graczy, a na dodatek w marcu 2010 złamał nogę. To był również koniec jego gry w reprezentacji Anglii, gdzie przez poprzednie dwa lata był często powoływany. Ostatecznie jego licznik zatrzymał się na 23 występach w narodowych barwach.

W 2011 roku w końcu dotarło do niego, że na Old Trafford nie ma już czego szukać i przeniósł się do Sunderlandu. Przez 13 lat cierpliwie czekał bowiem na kolejne swoje szanse w ekipie „Czerwonych Diabłów”. Przez pierwsze pół roku to na nim opierała się linia defensywna „Czarnych Kotów”. Wszystko jednak posypało się na przełomie stycznia i lutego 2012 roku, gdy ponownie przypałętała mu się kontuzja kolana, przez którą stracił półtora roku.

Wrócił w sezonie 2013/2014, w którym pomógł utrzymać się w lidze swojemu zespołowi. Nieźle spisywał się też w kolejnym sezonie, który zakończył znów z urazem kolana. W sezonie 2015/2016 występował już tylko okazyjnie, głównie oglądając poczynania kolegów z trybun. Odszedł do Blackburn Rovers, gdzie jednak również nic wielkiego nie zdziałał. Jego ostatnie występy to przełom 2017 i 2018 roku, kilkunastoma występami w Indian Super League w barwach Kerala Blasters.

Ostatecznie w Premier League zaliczył ponad 300 spotkań, w samym United zgromadził 260 spotkań, więc wydawałoby się, że średnio nadaje się do naszego cyklu. Ale Brown to gracz, który na najwyższym poziomie grał tylko w jednym sezonie. Brakowało mu bowiem zdrowia. Jak na obrońcę miał bardzo dobre warunki. Zgromadził dwa zwycięstwa w Lidze Mistrzów i aż siedem mistrzostw Anglii. Obecnie pracuje w klubowej telewizji Manchesteru United.

Sir Alex Ferguson komplementował swojego podopiecznego – Brown i Vidić byli fantastyczni w ostatnich meczach. Skłania mnie to do refleksji, że jeśli Wes jest w pełni zdrowy, nie ma od niego lepszych obrońców w kraju. Teraz widać, że jest znakomicie przygotowany i z okresem czasu staje się coraz lepszy – Tak legendarny szkoleniowiec określał Browna w 2009 roku. Tej opinii nigdy jednak nie podzielali kibice, dla których Brown częściej był piątym kołem u wozu. W internecie do dziś popularne są hasła – Gdy zaczynałem karierę FM-ie pierwszym graczem, którego sprzedawałem był Brown.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: