Japonia 2006. Turniej, który odbudował polską siatkówkę

Przez dłuższy czas polska siatkówka nie powalała. Na przestrzeni zmian ustrojowych nad Wisłą, nasza męska reprezentacja zdecydowanie odpadła od czołówki, w której był legendarny zespół Huberta Wagnera. To zmieniło się w 2006 roku.

„Biało-czerwoni” nie zdołali się zakwalifikować na mistrzostwa świata w 1990 i 1994 roku, a na kolejnych dwóch turniejach nie potrafili załapać się do pierwszej dziesiątki. Również na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach udało się dojść tylko do ćwierćfinału, podobnie było na mistrzostwach Europy.

Wszystko zmieniło się jednak za sprawą Raula Lozano. W 2005 roku PZPS zdecydował po raz pierwszy w historii powierzyć narodowy zespół trenerowi zza granicy. Argentyńczyk miał już za sobą pracę m.in. z reprezentacją Hiszpanii, czy Lube Banca Macerata.

Szybko wprowadził rygor w szatni, a także zaczął przekonywać samych zawodników, że są w stanie osiągnąć szczyt. Łukasz Kadziewicz w swojej autobiografii wspominał, że szkoleniowiec przekonywał, że mogą spokojnie postawić premie ze związku na to, że wrócą z medalami. Kilkumiesięczna praca w ośrodku w Spale. Oprócz tego jednak stworzył z indywidualności zwartą grupę. Kto wie, czy najważniejszym elementem tego, nie było nakazanie Łukaszowi Kadziewiczowi zabranie kolegów na imprezę.

Doświadczony szkoleniowiec zdecydowanie wstrząsnął zespołem i w fazie grupowej eliminacji na mundial, udało się pokonać Estonię i Bułgarię. W ostatnim meczu Rosjanie wygrali z naszymi graczami 3:2, jednak i tak udało się awansować na turniej finałowy.

Lozano zadziwił wszystkich zabierając do Japonii tylko jednego nominalnego libero, Piotra Gacka, zostawiając w kraju Krzysztofa Ignaczaka. To samo tyczyło się rozgrywających. Doświadczonego Andrzeja Stelmacha zmienił Łukasz Żygadło.

Pewny swego szkoleniowiec miał jednak zamiar udowodnić w Azji, że jego decyzje były słuszne. Dodatkowo Polacy trafili do stosunkowo najłatwiejszej grupy, z Japonią, Argentyną, Portoryko, Chinami i Egiptem. Nasi gracze, będący w świetnej formie pokonali wszystkich po kolei, nie tracąc ani jednego seta, często jednak wygrywając sety dwoma lub trzema punktami.

Z kompletem punktów awansowali więc do kolejnej fazy, jednak tam już tak łatwo być nie mogło. Naszymi rywalami byli bowiem Serbia i Czarnogóra, Rosja, Kanada i Tunezja. Na początku jednak podopieczni Raula Lozano pewnie pokonali Kanadę i Tunezję, wygrywając 3:0.

Później jednak nastąpiło tak naprawdę najważniejsze wyzwanie. Starcie z Rosją, innym faworytem nawet do złota. Dodatkowo oczywiście z kolejnymi podtekstami. I zaczęło się to, czego wszyscy się obawiali. Rosjanie od razu ruszyli z kopyta i bardzo pewnie wygrali dwa pierwsze sety do 19. Wydawało się, że gracze Zorana Gajica w pełni kontrolują grę i znaleźli w końcu sposób na naszą armatę, Mariusza Wlazłego, który od samego początku turnieju znajdował się w kapitalnej formie.

Wtedy jednak trzeba było szukać czegoś innego. Za Sebastiana Świderskiego wszedł Piotr Gruszka, a Mariusza Wlazłego zmienił Grzegorz Szymański. Nasza gra od razu ruszyła. Udało się wygrać w niesamowitych okolicznościach dwie kolejne partie. W końcu nadszedł tie-break, w którym nasi gracze od razu wypracowali sobie przewagę i konsekwentnie utrzymali ją do końca.

W ostatnim meczu naszym rywalem była Serbia i Czarnogóra, z którą walczyliśmy o pierwsze miejsce w grupie. Gracze Ljubomira Travicy podobnie jak nasi zawodnicy do tej pory nie odnieśli ani jednej porażki. Biało-czerwoni mieli problem w pierwszej partii, którą wygrali na przewagi. Później jednak poszło dużo łatwiej. Mariusz Wlazły i spółka pewnie pokonali rywali na czele z legendarnym Ivanem Milijkovicem.

Ten wynik dał nam awans z pierwszego miejsca do półfinału, co powodowało, że zmierzymy się w nim z ekipą Bułgarii, która uległa w turnieju tylko Brazylii. Polacy w pierwszym secie rozprawili się z rywalami. W drugiej partii to nasi rywale zwyciężyli na przewagi. Później jednak dwukrotnie podopieczni Raula Lozano zanotowali zwycięstwo 25:23 i mogli cieszyć się z awansu do finału.

Tam jednak Brazylia pokazała swoją moc i już w pierwszej partii wybiła z głowy naszym graczom łatwe i przyjemne spotkanie. Giba i spółka wygrali 25:12. W drugiej partii nasi gracze starali się trzymać krok legendarnej ekipie „Canarinhos”, jednak i wtedy gracze Bernardo Rezende zwyciężyli 25:22. Trzecia partia to kolejny popis obrońców tytułu i pewne zwycięstwo 25:17. Brazylijczycy w finale byli zdecydowanie lepszym zespołem, a naszym graczom po kapitalnym turnieju zaczęło doskwierać zmęczenie, co skończyło się m.in. kontuzją jedynego libero, Piotra Gacka. Trener reprezentacji Polski zdecydował się wprowadzić na tą pozycję Michała Bąkiewicza.

„Biało-czerwoni” dumni ze zdobycia srebrnego medalu, na ceremonię wyszli ubrani w koszulki z numerem 16, należącym wcześniej do Arkadiusza Gołasia, środkowego reprezentacji Polski, który rok wcześniej zginął w wypadku drogowym. Później nadszedł też czas na nagrody indywidualne. Najlepszym rozgrywającym turnieju został Paweł Zagumny. Z kolei do trójki najlepszych obok Giby i Mateja Kazijskiego został wybrany Mariusz Wlazły. Ostatecznie statuetkę MVP dostał Brazylijczyk.

Kilka godzin po odebraniu medali, wielki powód do zadowolenia miał Michał Winiarski, któremu urodził się syn. Ten turniej odmienił już na stałe męską siatkówkę nad Wisłą, która do tej pory przeżywała kryzys. Od tamtej pory byliśmy już niemal na każdej imprezie brani pod uwagę przy określaniu faworytów. W końcu męska kadra dołączyła do żeńskiej, która przeżywała swoje najlepsze lata, zdobywając dwukrotnie mistrzostwo Europy.

Kadra z japońskiego turnieju:

Michał Winiarski – Zagrał kapitalny turniej. Jego zaawansowanie techniczne w wielu sytuacjach dawało nam punkty w trudnych sytuacjach. Na tym turnieju wyrósł na jednego z najlepszych siatkarzy na świecie, co zaowocowało transferem do Trentino Volley.

Piotr Gruszka – Kapitan polskiego zespołu. Choć na turnieju głównie zaczynał jako rezerwowy, jego pomoc w trudnych momentach była nieoceniona. Tak jak w meczu z Rosją, gdy wszedł i gra naszych zawodników uległa zdecydowanej poprawie, co skończyło się zwycięstwem.

Daniel Pliński – W kadrze grał stosunkowo krótko, jednak był w niej w swoich najlepszych latach, gdy razem z Łukaszem Kadziewiczem zajmował środek w reprezentacji Polski. Tak samo było w Japonii, gdzie obydwaj panowie bardzo dobrze się spisywali.

Paweł Zagumny – Jeden z najlepszych rozgrywających na świecie, co udowodnił podczas czempionatu w 2014 roku, gdy poprowadził „Biało-czerwonych” do złota. Rozgrywał kapitalny turniej, wielokrotnie czyszcząc kolegom siatkę, a także samemu zdobywając punkty efektownymi kiwkami. Przez wiele lat absolutny top na całym świecie. Wcześniej z wielkich turniejów eliminowały go kontuzje.

Wojciech Grzyb – Na turnieju w Japonii głównie rezerwowy. Tam na środku siatki rządzili Łukasz Kadziewicz i Daniel Pliński.

Łukasz Żygadło – W większości spotkań oglądał kolegów z kwadratu dla rezerwowych.

Mariusz Wlazły – Podobnie jak Zagumny, przez kilkanaście lat uważany za absolutny top na swojej pozycji. Po późniejszych perturbacjach związanych z zachowaniem PZPS-u w przypadku jego problemów zdrowotnych zrezygnował z gry w kadrze i była to ogromna strata. Swoją wartość udowadniał w Skrze Bełchatów. Na powrót namówił go Stephan Antiga, a on odpłacił się poprowadzeniem polskiej kadry do złota w 2014 roku i nagrody MVP. W Japonii znalazł się w trójce najlepszych.

Łukasz Kadziewicz – Znany z wprowadzania kapitalnej atmosfery, co procentuje teraz, gdy jest komentatorem. Był kluczowym punktem zbudowania zespołu. Z wyboru Raula Lozano zabrał kolegów na imprezę w Japonii, co pozwoliło im się jeszcze bardziej dogadać, a także odnaleźć się w nowym miejscu. Dość szybko w 2009 roku zakończył reprezentacyjną karierę. W 2006 roku był jednak w światowej czołówce.  

Grzegorz Szymański – Zmiennik Mariusza Wlazłego, którego często wspomagał zmieniając go w trudnych momentach. Miał swój wielki mecz, z którego pamiętany jest do dziś, gdy wszedł po dwóch przegranych setach z Rosją i razem z Piotrem Gruszką poprowadził zespół do niesamowitej wygranej, a sam spisywał się kapitalnie.

Sebastian Świderski – Niezwykle dynamiczny gracz znajdował się w 2006 roku w kapitalnej formie, nie licząc bardzo słabego w jego wykonaniu starcia z Rosją. W większości spotkań spisywał się bardzo dobrze szczególnie w ataku.

Piotr Gacek – O miano tego pierwszego przez wiele lat walczył z Krzysztofem Ignaczakiem. U Raula Lozano wygrał on i spisywał się absolutnie bez zarzutu.

Michał Bąkiewicz – Wielokrotnie wchodził zadaniowo, zmieniać kolegów na przyjęciu, a także wchodząc w pole serwisowe. W finale zastąpił Piotra Gacka na libero.

Raul Lozano – Pierwszy w historii zagraniczny trener reprezentacji Polski. Był już bardzo utytułowanym szkoleniowcem. Szybko poukładał polski zespół i wykrzesał z niego absolutne maksimum.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: