W cieniu gwiazd #5 – Argentyńczyk nie z opisu

Kolejny odcinek naszego cyklu prowadzi nas do Włoch, by przybliżyć sylwetkę dość charakterystycznego Argentyńczyka, który nigdy nie był na piedestale, zdążył jednak wyrobić sobie dobrą opinię na San Siro.

Artykuł wcześniej ukazał się w serwisie 2×45.info – http://www.2×45.info/aktualnosci/57268/w-cieniu-gwiazd-5-julio-cruz-czyli-nietypowy-argentynczyk/

Co jednak tak charakterystycznego w Julio Cruzie? Wzrost i styl gry niemal kompletnie niepasujący do argentyńskiego futbolu. Nawet dziś uważany za wysokiego Gonzalo Higuain ma 185 centymetrów wzrostu, tyle samo Gabriel Batistuta, do którego należała poprzednia era piłkarzy. Tymczasem Cruz mierzy aż 190 centymetrów.

Ale od początku. Karierę zaczynał w stołecznym Banfield, choć urodził się w oddalonym od Buenos Aires o tysiąc kilometrów Santiago del Estero. Razem z rodziną przeniósł się jednak do stolicy i trafił do „El Taladro”. Po pierwszej bramce dla swojego klubu, jeden z dziennikarzy zobaczył go z kosiarką i zyskał przydomek „El Jardinero”.

Po dobrych występach w ekipie juniorskiej w 1993 roku przeszedł do pierwszego zespołu, w tamtych czasach typowego argentyńskiego średniaka. Tam spotkał m.in. Javier Zanettiego. W swoim klubie w końcu przebił się do pierwszego składu i mimo kłopotu ze strzelaniem bramek, których samo Banfield po prostu strzelało mało, zapracował na transfer do argentyńskiego potentata, River Plate. Wtedy zapracował sobie także na debiut w reprezentacji Argentyny.

Długo w ekipie „La Banda” jednak nie wytrzymał, bowiem po 23-latka zgłosił się Feyenoord. Miał w tym samym czasie oferty również z Włoch, jednak jak sam wspominał – Włochy są dla mnie kolebką futbolu, jednak holenderska liga wydawała mi się wtedy lepsza dla mojego rozwoju. Światowi gracze tacy jak Romario, Ronaldo, czy bracia De Boer dorastali w Holandii – mówił w udzielonym po latach wywiadzie. W Rotterdamie świetnie się jednak odnalazł. Od razu wskoczył do pierwszego składu w drużynie Leo Beenhakkera. W pierwszym sezonie szybko jednak zaczął spłacać zainwestowane w niego ponad pięć milionów euro. Strzelił 18 bramek w 33 meczach. U swojego boku miał też Jona Dahla Tomassona.

Zaczęły powoli zgłaszać się po niego inne kluby. Tym bardziej, gdy w drugim sezonie ponownie strzelił 15 bramek w Eredivisie, prowadząc „Klub Ludu” do mistrzostwa Holandii. 15 bramek było jednak dla niego pewną blokadą, bowiem tyle samo goli zgromadził w każdym z trzech sezonów, które spędził w Eredivisie. Media ciągle pisały o nim, jako o leniwym napastniku, który mógłby strzelać zdecydowanie więcej bramek, gdyby bardziej angażował.

Wtedy jednak pojawiła się szansa na dalszą europejską ekspansję. Podpisał kontrakt z Bologną, gdzie świetnie zaczął sezon, jednak później spuścił z tonu. W kolejnym sezonie obudził się z kolei dopiero wiosną, gdy w ośmiu meczach strzelił siedem goli, a jego zespół mimo fatalnej końcówki zajął piąte miejsce w Serie A. Jak sam powtarzał bardzo dużo dało mu wtedy zaufanie ówczesnego trenera, Francesco Guidolina.

W 2003 roku pojawiła się wielka szansa. Inter szukał następcy dla Hernana Crespo, który odszedł do Chelsea i padło właśnie na Cruza, choć od początku kibice dziwili się temu ruchowi, twierdząc, że Cruz może być ewentualnie uzupełnieniem ławki, a nie podstawowym napastnikiem, który może wskoczyć w buty swojego rodaka. Na dodatek wydano na niego prawie dziesięć milionów euro. I faktycznie, choć zaczął rozgrywki w Serie A, szybko zaczął balansować pomiędzy podstawową jedenastką, a rezerwą.  Hector Cuper wiedział jednak, że zawsze może na niego liczyć.

W kolejnym sezonie było jednak zdecydowanie gorzej z graniem, choć miejsce wywalczył sobie w końcówce sezonu, zdążył strzelić pięć goli. Okazało się więc, że to kibice „Nerrazurri” mieli rację. Wtedy jednak nastąpił przełom. Sezon 2005/2006 należał bowiem do rosłego snajpera, który zagrał 52 spotkania i strzelił 25 bramek, zapewniając niemal w pojedynkę punkty w Lidze Mistrzów w starciu z Artmedią, Porto, czy Ajaxem. Najczęściej, gdy Inter męczył się z rywalem i ostatecznie strzelał tylko jedną bramkę, była ona autorstwa Cruza. Zespół z San Siro zgarnął wtedy mistrzostwo, a nasz bohater wrócił do reprezentacji „Albicelestes” i pojechał na mistrzostwa świata, gdzie zagrał w dwóch meczach, jednak to i tak niewiele dało pozycji Argentyńczyka.

Do stolicy mody powrócił bowiem Hernan Crespo, dołączył także Zlatan Ibrahimović, a przy świetnie wyglądającym Adriano zrobiło się zwyczajnie za ciasno. El Jardinero wskakiwał więc z reguły na końcówki, zdążył jednak wygrać Interowi wielkie derby, gdy w wygranym 2:1 meczu z Milanem strzelił bramkę i zanotował asystę przy trafieniu Zlatana. Cruz miał bowiem dryg do budzenia się w ważnych momentach. Mimo, że nie strzelał po kilkadziesiąt goli w sezonie, jego trafienia były bardzo istotne, często dawały punkty i ratowały skórę kolegom. Tak było m.in. w starciu z Udinese, gdy w doliczonym czasie gry dał trzy oczka swojej ekipie, ratując przy okazji Jose Mourinho.

W kolejnym sezonie znów jednak odzyskał miejsce w składzie. Adriano wyglądał coraz gorzej, nie było też już wypożyczonego Crespo i razem z Ibrą odpowiadał za strzelanie bramek w mistrzowskim sezonie. Sam zdobył 13 bramek w samej Serie A. W kolejnym sezonie nie mógł już jednak liczyć na regularną grę. Sam miał 34 lata, a do składu wskoczył piekielnie utalentowany Mario Balotelli. Na dodatek wraz z końcem sezonu wygasał jego kontrakt. Jeszcze rok pograł w Lazio i zdecydował się na zakończenie kariery. Jak sam mówił stracił pasję do gry. Rok wcześniej nad jego pozyskaniem zastanawiała się m.in. Barcelona, bowiem Pep Guardiola chciał mieć na ławce prawdziwego lisa pola karnego. Ostatecznie do Katalonii trafił jednak Zlatan Ibrahimović.

W Serie A rozegrał prawie 250 spotkań, w których strzelił 80 bramek. Na dodatek ma na swoim koncie 22 mecze i trzy bramki w reprezentacji. W głównej mierze było tak jak przewidywali kibice, nie zdołał godnie zastąpić Crespo, jednak i tak był kochany, nie tylko za wygrane derby Mediolanu. Często radował fanów bramkami dającymi punkty, poza tym zawsze można było na niego liczyć. Cztery razy z rzędu świętował też mistrzostwo Włoch.

Po zakończeniu kariery poszedł w politykę – To wręcz nie do pomyślenia, ale wiele ludzi w Argentynie niema nawet czystej wody pitnej, wiele dróg jest nieutwardzonych. Ludzie ciężko pracują, ale nie robią postępów, a rząd mówił o równości. Bardzo mnie to boli i chciałem to zmienić – mówił Cruz o dołączeniu do polityki. Współpracował z ówczesnym burmistrzem Buenos Aires. Po nieudanej karierze politycznej, zdecydował się na inwestycje w surowce. Pomaga również argentyńskim graczom w transferze do Europy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: