W cieniu gwiazd #6 – Zmęczony bitwami z kontuzjami

W szóstym odcinku „W cieniu gwiazd” wylądowaliśmy w Niemczech. Tym razem padło na kolejnego gracza, którego kariera byłaby z pewnością zbyt udana dla tego cyklu, gdyby tylko nie miał tylu kontuzji. Mowa o Christophie Metzelderze, który miał potencjał na to, by stać się jednym z najlepszych obrońców na świecie.

Artykuł opublikowany wcześniej w serwisie 2×45.info – http://www.2×45.info/aktualnosci/57680/w-cieniu-gwiazd-6-zmeczony-bitwami-z-kontuzjami/

Swoje pierwsze piłkarskie kroki Metzelder stawiał w niewielkim mieście Haltern, położonym niedaleko Zagłębia Ruhry. Tam, w miejscowym TuS rozpoczął swoją przygodę z piłką. Po dziewięciu latach gry na amatorskim poziomie, przeniósł się do Preussen Munster, występującym wtedy w III lidze niemieckiej. Już jako wchodzący do seniorskiej ekipy junior wyróżniał się przede wszystkim świetnymi warunkami fizycznymi.

Już po jednym sezonie, w wieku 20 lat, rozglądały się za nim dużo większe kluby. Trafił do Borussi Dortmund, niemal bezproblemowo przeskakując wydawałoby się przepaść między III ligą, a Bundesligą. W BVB od razu wskoczył do składu i na początku spisywał się bardzo dobrze. Później dopadł go jednak kryzys, zaczęły też powoli odzywać się urazy. Pierwszy sezon na takim szczeblu zakończył jednak z 19 występami na najwyższym poziomie ligowym w Niemczech. W Dortmundzie miał zastąpić Juergena Kohlera.

Zanim w kolejnym sezonie na stałe wskoczył do składu, zadebiutował w reprezentacji Niemiec. Rudi Voller dał mu zagrać jedną połowę w towarzyskim spotkaniu z Węgrami. Spisał się na tyle dobrze, że po niedługiej przerwie wskoczył do środka obrony reprezentacji, która na mistrzostwach świata dotarła do finału. Sam wychowanek TuS Haltern zagrał w Korei i Japonii pełen zestaw minut.

Później jednak na kilka lat wypadł z narodowego zespołu. Pod koniec sezonu 2002/2003 zaczął się bowiem jego stopniowy zjazd w dół. Stracił przez zerwane ścięgno Achillesa prawie dwa lata. Dla 24-letniego gracza było to bardzo dużo. Wydawało się, że po takich przeżyciach powrót na europejski poziom będzie fikcją. Ale Metzelder swoim uporem ponownie wskoczył do składu i regularnie po powrocie grał w Bundeslidze.

O jego usługi walczyły największe kluby w Europie, przed kolejnymi transakcjami przytrafiały mu się kontuzje, przez co z przenosin wychodziły nici. Nie szczególnie ukrywał nawet, że marzy mu się Real Madryt. Tam w końcu trafił w 2007 roku, gdy wygasł jego kontrakt z BVB. Choć na początku wydawało mu się to ogromnym szczęściem, okazało się, że Madryt stał się dla niego piekłem. Po latach przyznał, że stracił w ekipie „Królewskich” trzy lata. Bez przerwy bowiem coś mu dolegało. Od zwichniętej kostki, przez zapalenie błony maziowej, aż po problem z kolanem.

Przez trzy sezony w stolicy Hiszpanii zagrał 31 spotkań, głównie krótkich epizodów. Zdecydował się wrócić i podpisał kontrakt z największym wrogiem Borussi, Schalke. W Gelsenkirchen szybko wskoczył do składu, w końcu zaczął regularnie grać, jednak łagodnie określając nie powalał. Schalke, mające w składzie Raula, czy Jana-Klaasa Huntelaara było jednak wtedy na topie, a Metzelder stał się jednym z symboli.

Co jednak z tego, skoro już po jednym sezonie zaczęły znów odzywać się demony. Doznawał absolutnie przeróżnych kontuzji, przez które wypadał na kolejne tygodnie. W końcu w 2013 roku powiedział dość. Zdecydował się zakończyć karierę. Na boisko jednak jeszcze wrócił, zdecydował się bowiem pograć w TuS Haltern. Wskoczył do środka pola i kolejne kilka lat spędził grając kompletnie amatorsko – Położyłem tutaj fundament wspaniałej kariery. Teraz koło się zamyka – mówił po powrocie do swojego pierwotnego klubu Metzelder. Zagrał jednak tylko kilka spotkań w ekipie prowadzonej przez Wilfrieda Howedesa, ojca Benedikta. Pod względem fizycznym nie był już bowiem sobą. Przerzucił się więc na dyrektora sportowego.

W Niemczech głośno było o nim m.in. też z powodu rzekomego dołączenia do sztabu Pepa Guardioli w Bayernie Monachium. Taką plotkę palnęła „Marca”, a powielał ją cały świat. Nie wiedział o tym ani jednak on sam, ani Guardiola, ani Bayern. Swego czasu zainwestował też cztery tysiące euro w akcję na rzecz walki z chorobami chronicznymi, czego efektem była randka z niemiecką aktorką, Hannahą Herzsprung.

W czasach piłkarskiej kariery skończył jednak studia, dzięki czemu na brak zajęć po zawieszeniu butów na kołek nie mógł narzekać. Był ekspertem telewizyjnym, zajmował się marketingiem i komunikacją, a także kilkoma przedsięwzięciami, również charytatywnymi. Teraz jest trenerem juniorów w klubie, w którym się wychował, został też jego prezesem.

Przez lata kariery i ciągłych rzucanych pod nogi kłód nic go nie zmieniło. Pozostał sympatyczny, pobożny i ciągnący za kolejnymi marzeniami. Kto wie. Może, gdyby miał większe szczęście do zdrowia, jego kariera potoczyłaby się całkiem inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: