Przełomowe polskie igrzyska

Podczas, gdy przed letnimi igrzyskami olimpijskimi polscy dziennikarze i eksperci prześcigali się w wyliczeniach ile polska kadra może przywieźć medali, tak w przypadku zimowych przez lata liczyliśmy tylko na niespodzianki.

Po złotym medalu Wojciecha Fortuny w Sapporo w 1972 roku niezliczone wręcz lata czekaliśmy na kolejny zimowy medal. Nadzieja pojawiła się w 2002 roku w Salt Lake City, gdzie w kapitalnej formie znajdował się Adam Małysz. Ostatecznie ze Stanów Zjednoczonych przywiózł srebrny i brązowy medal, to były bowiem zawody, w których objawił się Simon Ammann. Dwa krążki polskiego skoczka zostały odebrane jako ogromny sukces, po latach polskiej zmory, gdzie igrzyska oglądaliśmy głównie z ciekawości, a nie po to, by zagryzać zęby licząc na naszych rodaków.

Całkowicie przełomowe były jednak kolejne igrzyska, gdzie w końcu okazało się, że polski sport zimowy nie stoi tylko na skokach narciarskich. Choć wtedy Małysz znajdował się w słabszej formie, mieliśmy dwie inne nadzieje medalowe. Pierwszą z nich była Justyna Kowalczyk, objawienie polskich biegów, która miesiąc przed imprezą w Turynie wywalczyła pierwsze podium w zawodach Pucharu Świata.

Najbardziej liczyliśmy na sukces na koronnym dystansie naszej zawodniczki, czyli 10 km stylem klasycznym. Tam jednak nasza zawodniczka nie potrafiła się odnaleźć, słabo jechały narty, ona sama również nie czuła się najlepiej, co poskutkowało zejściem z trasy. Wcześniej w biegu łączonym, biegaczka z Limanowej zajęła ósme miejsce. Wydawało się, że po fiasku na 10 km, to strata potencjalnej opcji medalowej.

Dwa dni przed zakończeniem igrzysk odbywał się jeszcze bieg na 30 km. Choć Kowalczyk słynęła z wytrzymałości, styl dowolny nie był raczej jej najmocniejszą stroną. Ostatecznie jednak nasza zawodniczka dość sensacyjnie przez cały bieg utrzymywała się w czołówce. W końcu, wiedząc, że nie będzie w stanie wywalczyć sukcesu na ostatnich metrach, na dwa kilometry przed końcem zaczęła rozciągać stawkę. W końcu w ostatnim fragmencie w walce o medal pozostały cztery zawodniczki: Katerina Neumannova, Julija Czepałowa, Kristin Stormer Steira i Justyna Kowalczyk.

Przeszło kilometr przed metą Polka jeszcze ostatkiem sił przyspieszyła, wychodząc na prowadzenie. Czeszka i Rosjanka trzymały dalej dystans do naszej zawodniczki, jednak zwolniła Norweżka i wydawało się, że medal będzie na wyciągnięcie ręki. Na kilkaset metrów przed metą Neumannova i Czepałowa dogoniły Kowalczyk. Na samym finiszu najlepiej spisała się ta pierwsza, która zyskała bezpieczną przewagę. Zawodniczka Aleksandra Wierietielnego do ostatnich metrów walczyła z rywalką z Rosji i choć to Czepałowa kilka metrów przed metą zyskała metr przewagi, nasza biegaczka mogła cieszyć się z brązowego medalu, bowiem w tyle została Steira.

Kowalczyk, która miesiąc wcześniej skończyła 23 lata, dawała nadzieje, że na kolejne zimowe igrzyska pojedziemy z kolejnymi medalowymi nadziejami.

To jednak nie wszystko. 25 lutego w dniu kończącym zawody biathlonowe w Turynie, błysnął Tomasz Sikora. Utytułowany polski biathlonista wytrzymał presję. W biegu masowym faworytem był oczywiście Ole Einar Bjoerndalen, który przed zawodami we Włoszech wygrał dwa poprzednie tego typu biegi. Kapitalnie na igrzyskach spisywał się jednak Michael Greis.

Aż 18 zawodników zaliczyło pierwsze strzelanie bez żadnego błędu. Najszybszy był Bjoerndalen, a na dziesiątym miejscu ze strzelnicy wyjechał Polak, który tracił do legendarnego Norwega jednak już 18 sekund. Po drugiej serii aż 12 zawodników miało na koncie dziesięć trafień, w tym główni faworyci, a także Sikora, który dość niespodziewanie zdołał wyprzedzić Michaela Greisa. Bjoerndalen miał przewagę ponad 20 sekund nad drugim Polakiem.

Prawdziwe w ogromny sukces zaczęliśmy wierzyć po trzecim strzelaniu. Wtedy po jednym błędzie zaliczyli Norweg i Niemiec, a po raz kolejny bezbłędny okazał się Sikora. Jego strata do Bjoerndalena wynosiła już tylko 1,6 sekundy. Greis tracił z kolei prawie pół minuty. Wszystko miało rozstrzygnąć się na ostatnim pobycie na strzelnicy.

Tam „kanibal” popełnił dwa błędy. Pierwsze cztery strzały bezbłędne zaliczył Sikora, jednak, gdy wydawało się, że będzie biegł po złoto, nie trafił w ostatnim strzale i musiał przebiec karną rundę. Z kolei bezbłędny okazał się Greis, który wybiegł co prawda na drugim miejscu, za Tomaszem Sikorą, jednak tracąc zaledwie trzy sekundy. Niemiec uchodził za dużo lepszego biegacza i dość szybko wyprzedził naszego reprezentanta. Wydawało się jednak, że srebrnego medalu naszemu zawodnikowi już nic nie zabierze. Choć Bjoerndalen szalał na trasie, strata 20 sekund okazała się nie do odrobienia. Legenda biathlonu musiała zadowolić się brązowym krążkiem, wyprzedzając na ostatniej pętli bezbłędnego Paavo Puurunena.

Sikora ostatecznie stracił do Greisa sześć sekund, tyle samo za nim był Bjoerndalen. Po tych igrzyskach w końcu uwierzyliśmy, że nie tylko Adam Małysz może nam zapewnić medale na zimowych igrzyskach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: