Dlaczego dart na igrzyskach olimpijskich byłby głupotą?

Po odpadnięciu Krzysztofa Ratajskiego z mistrzostw świata, temat darta trochę przygasł, ale nie dla wszystkich. Niedawno padło więc hasło darta na igrzyskach olimpijskich. A to byłoby stratą dla tego sportu.

Dla większości odpadnięcie Krzysztofa Ratajskiego okazało się końcem tematu darta w Polsce. Dla mnie nie. Nie jestem wielkim fanem darta. Ja po prostu lubię to oglądać, nie od dziś, nie od wczoraj, a od ładnych kilkunastu lat. Jeden z niewielu sportów, który do tej pory nie przejadła komercja. Oczywiście, sumy w tym sporcie są ogromne, ale dalej liczy się głównie świetna zabawa. Dlatego dziś, chętnie obejrzę finał, bo wiem, że będzie po prostu fajny. Tacy ludzie jak Gary Anderson z natury darzy się sympatią. Choć boli, że odbywa się to bez udziału kibiców, którzy do tej pory robili chyba największą robotę.

Teoretycznie każdy sportowiec chciałby wystartować w igrzyskach olimpijskich. Ale to teoria. Żeby dany sport był pod uwagę przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie wystarczy sama popularność, czy widowiskowość. Na to musi złożyć się wiele czynników, a przede wszystkim muszą być wdrożone zasady wyznaczone przez MKOL.

I tu chyba leży największy problem. Jako pierwszy powód tego, że dart nie stanie się dyscypliną olimpijską podaje się zakazanie spożywania alkoholu na trybunach. A przecież mówimy o sporcie typowo barowym, który przerywa się na łyk złocistego trunku. Podobne zdanie mają też przecież włodarze wszelkich organizacji odpowiadających za organizację turniejów darta.

Rozdzielenie piwa i darta jest jak Toyota Prius. Ok, ekologia, gonienie za trendami itp. Ale kurcze. Nie wyobrażam sobie jeżdżenia autem, nie słysząc warkotu silnika. Do tej pory zmieniam biegi w samochodzie, na dźwięk”, nie patrząc na obrotomierz. Dlatego nie wyobrażam sobie jeżdżenia automatem.

To chyba główny powód, że darta na igrzyskach po prostu nie zobaczymy. Choć z pewnością nie jedyny. Nie chodzi o sam alkohol. Chodzi o zasady. Bądźmy szczerzy. Bilard już jest zepsuty. Jako typowo barowy sport, gdzie w normalnych warunkach na bandach leżą kufle z piwem. W warunkach zawodowych stał się nagle sportem bardzo dostojnym.

Nie można zniszczyć więc rzucania lotkami w taki sposób. Nic nie zastąpi reakcji całego tłumu kibiców, machaniu kartkami z napisem „180”  i krzyku spikera „One Hundred and Eighty”. Dobrze, że obecnie operatorzy samoistnie podkładają te dźwięki, bo dla telewidza oglądanie darta byłoby bezsensowne. A mówimy oczywiście z nadzieją, że w końcu wróci sport w prawidłowym wydaniu, czyli z udziałem kibiców.

Dart to przede wszystkim zabawa. Oczywiście z wyraźną dozą rywalizacji, ale jednak ten pierwiastek baru tam pozostał, co czyni go po prostu fajnym sportem. Poza tym większość zawodników dalej tym żyje. Oprócz starych wyjadaczy, jak Gary Anderson, Peter Wright, Ian White, Simon Whitlock, czy wcześniej wielki Phil Taylor, są młodzi, którzy weszli w zawodowstwo, nie zapominając o co w tym chodzi. Dlatego Michael van Gerwen, czy Michael Smith zapewniają po prostu fajne widowisko.

Z „dziewiątej lotki” często przecież cieszy się nie tylko gracz, który ją wykonał. Gratulacje od przeciwnika są już czymś normalnym. Podobnie ze skończeniem wysokiego checkoutu. Poza tym pokazał to van Gerwen, robiąc sobie zdjęcie po sensacyjnej porażce z Davem Chisnallem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: